Pobyt w szpitalu to sport skrajnie ekstremalny!
Dokładnie takie miano powinny otrzymać szpitale polskie, to co się tam dzieje osoba, która nigdy nie musiała korzystać z tego typu usług nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić.
Wszystko już zaczyna się na izbie przyjęć gdzie z mężem czekaliśmy 6 godzin z czego dwie godziny zajęło ratownictwu medycznemu ustalenie do jakiego lekarza mąż powinien być skierowany, na moje pytanie: „Na co czekamy?” Usłyszałam odpowiedź: „Nie mamy pojęcia jaki lekarz ma się zająć Pani mężem , może Pani wie?” Na szczęście wiedziałam ale ciekawe ile byśmy tam jeszcze spędzili czasu gdybym nie wiedziała.
Tak dla porównania podam że gdy kilka dni później trafiliśmy do prywatnej kliniki, nie pracownikowi z ratownictwa medycznego tylko sekretarce przypisanie męża do odpowiedniego lekarza zajęło dosłownie sekundę.
Wróćmy do tematu szpitali państwowych , jak się okazało izba przyjęć do był dopiero początek.
Następnie trafiłam do lekarza, który powiedział że chciałby zatrzymać mojego męża w szpitalu na operację i że teraz już woli dmuchać na zimne bo ” Pacjenci panikują” jak powiedział ” Jeden z pacjentów miał krwiaka, którego nie usunęli i zrobiła mu się martwica, aferę podniósł na cały szpital” Faktycznie jak on w ogóle mógł, trzeba było czekać aż amputowaliby mu rękę, co tam bez ręki można przecież żyć. Ten sam lekarz, który skierował mojego męża na prześwietlenia jak udałam się do niego z wynikami powiedział do mnie z pretensją w głosie ” Co to za wyniki, to są podstawy i nic mi to nie mówi” Przyznam szczerze że zaniemówiłam co ja mam do wyników badań na które on skierował.
Kolejny cudowny moment jaki czekał mojego męża to zakaz jedzenia, ten sam lekarz, który stwierdził że wyniki badań są mało dokładne zakazał jedzenia bo tego dnia będzie operacja.
Nie mówiąc o takim małym podstawowym fakcie że danemu pacjentowi zabiegi lub badania robią tylko raz na dobę czyli jak już tego dnia miał badania to wiadome było że drugi raz ich w tym dniu nie zrobią.
Tak oto minęła pierwsza doba w szpitalu państwowym.
Rozpoczęła się kolejna doba, ktoś przyszedł do męża że kolejną dobę nie można nic jeść ponieważ będzie operacja, więc od razu udałam się do lekarza z zapytaniem: ” Jakim cudem ma być operacja jeśli nie ma dokładnych badań i nie wiedzą gdzie jest krwiak?”, Wtedy lekarz łaskawie przejrzał badania i powiedział ” faktycznie”
Na moje pytanie: Jak można tak bezsensownie przetrzymywać pacjentów bez jedzenia? otrzymałam odpowiedź ” Na tym oddziale pacjenci nie leżą na brzuch, żołądki mają zdrowe, więc nic im nie będzie” Więc już nie wytrzymałam i powiedziałam: ” Przypominam że to są pacjenci a nie więźniowie, a sądzę że więźniowie są lepiej traktowani niż pacjenci w tym szpitalu” Lekarz oczywiście uznał że się kłócę i robię aferę.
Oczywiście nie informowali o takich drobnych faktach jak to że była godzina 14.00 a lekarz już poszedł do domu, czyli wiadomo że w tym dniu żadnej operacji nie będzie.
Trzecia doba wreszcie rozpoczęła się badaniami z których nie zgadniesz co wynikło?,
Na operację za późno, ponieważ z krwiaka zrobiła się masa stała i już nie nadaje się do nacięcia, wypis do domu.
Udałam się do lekarza i pytam co z mężem? Odpowiedź „Wszystko dobrze, zabiera Pani męża do domu” więc moje kolejne pytanie czy będzie chodził? odpowiedź ” Nie wiadomo, no biegać na pewno nie będzie -( śmiech)”
Nie wiem co nas tknęło żeby jechać do szpitala państwowego, w prywatnej klinice powiedziano nam że męża uraz wymagał natychmiastowej operacji a teraz to już trzeba czekać, a gdyby miał problemy z chodzeniem co się okaże za półtora miesiąca to czekają go operacje plastyczne.
Najgorsze w tym wszystkim jest to że mamy przymus płacenia na te za przeproszeniem gówniane usługi o ile można to nazwać usługami, ja bym raczej nazwała to powolną śmiercią w męczarniach w więzieniu. A zajmują się nami lekarze, którzy: 1. Jeśli są faktycznie dobrymi lekarzami to mają na głowie cały szpital i zupełnie nie mają na nic czasu na pewno nie na konkretne zajęcie poszczególnymi przypadkami setek pacjentów.
2. Pseudo lekarze, bo dobrzy lekarze już dawno są za granicą.
Taki mamy wybór w Państwowych szpitalach.
Aż boję się pomyśleć co oni robią z osobami starszymi, które nikogo nie mają, najprawdopodobniej po prostu uśmiercają, aby leżeć w szpitalu, trzeba na wszystkim samemu się znać, wiedzieć czym ich postraszyć i o wszystko się wykłócać,a kiedy trzeba zrobić awanturę, a pacjent, który jest sam i ledwo przytomny jak ma to zrobić.
Tylko dlatego że nie zrobiłam awantury na wejściu i nie zażądałam natychmiastowej operacji wyszło jak wyszło, ale nie wiem co lepsze bo operacja wykonywana przez lekarza, który skierował na złe badania a później chciał wykonać operację bez tych badań to chyba nie najlepszy pomysł.

To jest wlasnie pieprzona sluzba zdrowa … oni wymagaja ale od nich nie mozna wymagac … no comment :/
Wspolczuje i zycze mezowi szybkiego powrotu do „aktywnosci” !
POZDRAWIAM
Pani Ewelino, niech mi Pani uwierzy, nie chce Pani wiedzieć, jak wygląda agonia starszych ludzi w polskich szpitalach… Mój Teść wymagał przed śmiercią opieki przez 9 miesięcy… Dzięki Bogu, miał trzech synów, żonę i rodzinę do pomocy, bo gdyby był skazany na „służbę zdrowia” (to się powinno nazywać „służba śmierci”), zmarłby z pewnością w ciągu pierwszego miesiąca, choćby dlatego, że potrzebował regularnego oczyszczania dróg oddechowych, a pielęgniarka zaglądała do pokoju dwa razy dziennie (na wiecej nie miała czasu), wynik byłby prosty – uduszenie… Bez komentarza. To nie są szpitale ani służba zdrowia. To są umieralnie, zdegenerowani, cyniczni i czekający na kolejną kopertę lekarze, pielęgniarki pracujące za głodową pensję, zmuszane do pracy ponad swoje siły… Do lekarzy mam żal, wykazali się nieziemską wręcz znieczulicą, na ten temat mogę napisać książkę. Pielęgniarkom dziękuję, bo mimo warunków, w jakich są zmuszone pracować, potrafiły się zdobyć na życzliwe gesty i słowa i były wdzięczne, że chociaż jeden z pacjentów ma opiekę, której one nie były w stanie zapewnić.